20 maja 2013

Przyjeżdża orkiestra

Rok produkcji: 2007
Reżyser: Eran Korilin
Scenarzysta: Eran Korilin
Gatunek: Komediodramat
Oryginalny tytuł: Bikur Ha-Tizmoret
Plakat filmu: Przyjeżdża orkiestra








Z racji tego, że niedawno nasz blog rozpoczął współpracę ze Strefą VOD, postanowiłam zapoznać się z zamieszczonymi tam filmami z ostatnich festiwali w Cannes. Moim pierwszym wyborem było dzieło Erana Korilina,  Przyjeżdża orkiestra, które okazało się świetną odtrutką na pełen przepychu i blichtru obraz Baza Luhrmanna, Wielkiego Gatsby'ego. Oglądając je w sobotni wieczór, czułam w końcu, że mam przed sobą coś więcej niż kadry dopasowane jedynie pod kątem estetycznym. W dodatku, to nie ilość pieniędzy wyłożona na produkcję filmu, lecz gra aktorów i sama historia były najważniejsze.

Co do historii, to, jak słyszymy na samym początku - kiedyś, nie tak dawno temu, do Izraela przybyła mała egipska orkiestra policyjna. Na miejscu okazuje się, iż nikt nie przyjedzie po członków zespołu z Aleksandrii, dlatego są zdani sami na siebie, by dotrzeć na miejsce, gdzie zaplanowany jest ich koncert. Mówiąc łamanym angielskim, młody Khaled (Saleh Bakri) przejęzycza się przy podawaniu celu podróży, co skutkuje tym, iż cała orkiestra ląduje na zupełnym odludziu. Trafiają tam do małej knajpki, której właścicielka oferuje im pomoc. Organizuje im nocleg, a także daje wskazówki, jak następnego dnia znaleźć transport.


Wbrew temu, co napisano na Filmwebie, absolutnie nie jest to film muzyczny czy komedia. Zarówno opis, jak i gatunki, do jakich zakwalifikowano produkcję na tym portalu, wprowadzają w błąd. Komizm, co prawda, występuje, ale jest on raczej sytuacyjny niż wszechobecny. Całość filmu skłania się ku dramatowi, a poruszane tematy ukazują niekiedy gorzką prawdę o życiu. O kunszcie reżysera świadczy fakt, iż mimo wielu pesymistycznych elementów, całość dzieła ma bardzo pogodny klimat. 

Nie wszyscy członkowie orkiestry zostali jednakowo zarysowani - najwięcej dowiadujemy się o dyrygencie Tawfiqu (Sasson Gabai), obserwując jego relację z Diną, właścicielką lokalnej restauracji (Ronit Elkabetz). Kreacje tych postaci zostały świetnie zagrane, a aktorzy wcielający się w nie tworzą dosyć niezwykłą, pełną kontrastów, parę. Tawfiqowi, jak przystało na dyrygenta orkiestry policyjnej, nie brakuje powagi i surowości, a okazywanie emocji nie przychodzi mu łatwo. Za to Dina jest pełną temperamentu, bardzo żywiołową i pewną siebie kobietą, która wie, czego chce. Bardzo ujęła mnie także postać Itzika (Rubi Moskovitz), który początkowo wydaje się zupełnie bezbarwny i nieinteresujący, ale kolejne sceny ukazują, jak bardzo jest wrażliwy, a także nieszczęśliwy - nie ma pracy od ponad roku, ma kilkuletnią córeczkę, a jego żona spodziewa się kolejnego dziecka.


Jak już wspomniałam, dla Przyjeżdża orkiestra charakterystyczny jest komizm sytuacyjny. Jest on raczej słodko-gorzki i na równi śmieszy, jak i porusza. Jedną z najzabawniejszych scen jest ta, kiedy Khaled pomaga nowo poznanemu Papiemu (Shlomi Avraham) poderwać dziewczynę, ilustrując mu dokładnie, co ma zrobić. Równie zabawna jest sytuacja, gdy kupując bilety, wspomniany już Khaled, zaczyna śpiewać kasjerce piosenkę Cheta Bakera, My Funny Valentine.

Bardzo przypadły mi do gustu sceny pełne ciszy, kiedy zarówno bohaterowie, jak i sam widz, czują się skrępowani. Te surowe, nieułatwiające przyswajanie filmu ujęcia, przypominają mi Zapiski z Toskanii Abbasa Kiarostamiego. Muzyka, jak już wspomniałam, występuje dość sporadycznie (zwłaszcza, jak na film, który ktoś określił mianem "muzyczny"), jednak jej elementy doskonale podkreślają atmosferę dzieła i wprowadzają do niego egzotyczny klimat. Gdyby nie ona oraz język bohaterów (którzy mimo wszystko mówią głównie po angielsku, przez co produkcja Korilina nie mogła dołączyć do reszty filmów obcojęzycznych, nominowanych do Oscarów), to miasteczko, gdzie trafiają bohaterowie, mogłoby się znajdować w absolutnie każdym kraju. Dlatego właśnie opowiadana historia staje się nam bliska, dotyka nas, nie ma w niej nic, co nie mogłoby się wydarzyć na co dzień.



Przyjeżdża orkiestra to ujmująca historia, pełna ciepłych postaci oraz żartów stworzonych przez codzienność. Delikatne kolory, spośród których wyróżniają się błękitne stroje członków orkiestry, sprawiają, że nasze oczy mogą odpocząć od hollywoodzkich obrazów, gdzie forma przerasta treść. Dzięki temu, iż muzyka nie jest tu nadmiernie eksploatowana, reżyser mógł ukazać przemianę, jaka zachodzi w bohaterach, gdy tylko zaczynają swój koncert - skryci, cisi, często nawet mało sympatyczni, nagle stają się pełni życia i radośni.




B C
Ocena: 7,5/10 -/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią dotyczącą recenzji z innymi!