| Rok produkcji: | 2012 |
| Reżyser: | Leos Carax |
| Scenarzysta: | Leos Carax |
| Gatunek: | Dramat |

Pójście na ten film dojrzewało we mnie od dawna. Czytałem o nim jakiś czas temu: uznałem wtedy, że pomysł na faceta, który jeździ po mieście i przybiera różne role, jest całkiem ciekawy. Potem dowiedziałem się, że zdobył Złotą Palmę w Cannes, ale do końca przekonała mnie recenzja Pawła T. Felisa w "Co jest Grane", który jeszcze dotąd mnie nie zawiódł w wybieraniu filmów, na które warto iść. Aż do teraz.
Na początku dostajemy scenę żywcem przeniesioną z innego dramatu - Miłości. Patrzymy się na ludzi, którzy siedzą w kinie i patrzą się na nas. Następnie następuje kilka niezrozumiałych scen, w których jakiś mężczyzna otwiera kluczem, który ma na palcu, makatkę i wchodzi do tego kina, gdzie jest wielki czarny buldog. I nie byłyby te sceny jeszcze takie złe, gdyby reżyser postanowił jakoś je wyjaśnić, wrócić do nich, albo chociaż nawiązać! Po takim wstępie przenosimy się do współczesnego Paryża, gdzie Oscar (Denis Lavant) wychodzi z domu i zmierza do swojej limuzyny, w której czeka już na niego kierowczyni Celine (Edith Scob). W samochodzie dowiaduje się, że tego dnia czeka go dziewięć "spotkań" i że powinien przygotować się do pierwszego. Widz zostaje zaskoczony w momencie, w którym z pojazdu wychodzi staruszka, idzie na most nad Sekwaną i zaczyna żebrać. Następnie wraca do limuzyny i znowu się przebiera, tym razem za aktora motion capture, który idzie nagrywać materiał do jakiejś gry komputerowej.
Facebook
Twitter