| Rok produkcji: | 2013 |
| Reżyser: | Sam Raimi |
| Scenarzysta: | Mitchell Kapner, David Lindsay-Abaire |
| Gatunek: | Fantasy, przygodowy |
| Oryginalny tytuł: | Oz: The Great and Powerful |

C: O Wielkim i Potężnym (a dokładniej: o chęci jego obejrzenia) pisałem już wielokrotnie. Z jednej strony bardzo znani aktorzy, których lubię, zachęcali mnie do oglądnięcia tego filmu. Z drugiej zaś, byłem przerażony ilością efektów specjalnych, dziwnymi postaciami oraz tym, co brałem za żerowanie na legendzie Czarnoksiężnika z Oz z 1939 roku. Nie bójmy się tego powiedzieć: założę się, że każdy przygotowując się do tego filmu, miał w głowie piosenkę Over the Rainbow. Parafrazując Laskę: "Piosenek nie ma, ale też jest za...iście".
Ponadto osobiście liczyłem na to, że film będzie sequelem z prawdziwego zdarzenia (a nie pseudoprequelem), czyli ekranizacją drugiej książki: W Krainie Czarnoksiężnika Oza, którą mam i uwielbiam. Wszystkich powieści w tym uniwersum powstało aż czternaście, więc na pewno znalazłoby się coś ciekawego na współczesny film. Niestety większość z nich nawet nie została opublikowana w Polsce, a wszystkie wydania są już dosyć stare, dlatego ciężko się na ich temat czegokolwiek dowiedzieć. Może doczekamy się jakiegoś ciekawego wydania wszystkich książek na fali filmu. Po śmierci autora w 1919 powstało jeszcze dziewiętnaście kanonicznych powieści w tym uniwersum, napisanych przez rożnych autorów, oraz dziesiątki pozycji nieujętych w kanonie (a nawet wprowadzających kanony alternatywne). Przypomina to sytuację, w jakiej obecnie znajdują się Gwiezdne Wojny. Nie czytałem ich, więc nie wiem, czy film nie powstał przypadkiem na podstawie którejś z tych pozycji. Widzę, że strasznie się rozdrobniłem nad książkami, dlatego przejdę (przejdziemy) do właściwej produkcji.
B: Przyznam się, że ja aż tak wielkim znawcą Krainy Oz nie jestem, dlatego też głównie C będzie się wypowiadał w tej recenzji. Zawsze lubiłam przygody Dorotki, a piosenkę Somewhere Over The Rainbow słyszałam chyba w każdym wykonaniu (moją ulubioną wersją jest za to ta, którą śpiewa moja przyjaciółka - miejmy nadzieję, że w przyszłości będziecie mieli szansę ją usłyszeć!), jednakże nigdy nie czytałam książek (żałuję). Mimo to, jak niemalże wszystkie dziewczynki, marzyłam o czerwonych trzewiczkach (C powiedział mi, że w powieści były srebrne, ale mu nie wierzę).
Ponadto osobiście liczyłem na to, że film będzie sequelem z prawdziwego zdarzenia (a nie pseudoprequelem), czyli ekranizacją drugiej książki: W Krainie Czarnoksiężnika Oza, którą mam i uwielbiam. Wszystkich powieści w tym uniwersum powstało aż czternaście, więc na pewno znalazłoby się coś ciekawego na współczesny film. Niestety większość z nich nawet nie została opublikowana w Polsce, a wszystkie wydania są już dosyć stare, dlatego ciężko się na ich temat czegokolwiek dowiedzieć. Może doczekamy się jakiegoś ciekawego wydania wszystkich książek na fali filmu. Po śmierci autora w 1919 powstało jeszcze dziewiętnaście kanonicznych powieści w tym uniwersum, napisanych przez rożnych autorów, oraz dziesiątki pozycji nieujętych w kanonie (a nawet wprowadzających kanony alternatywne). Przypomina to sytuację, w jakiej obecnie znajdują się Gwiezdne Wojny. Nie czytałem ich, więc nie wiem, czy film nie powstał przypadkiem na podstawie którejś z tych pozycji. Widzę, że strasznie się rozdrobniłem nad książkami, dlatego przejdę (przejdziemy) do właściwej produkcji.
B: Przyznam się, że ja aż tak wielkim znawcą Krainy Oz nie jestem, dlatego też głównie C będzie się wypowiadał w tej recenzji. Zawsze lubiłam przygody Dorotki, a piosenkę Somewhere Over The Rainbow słyszałam chyba w każdym wykonaniu (moją ulubioną wersją jest za to ta, którą śpiewa moja przyjaciółka - miejmy nadzieję, że w przyszłości będziecie mieli szansę ją usłyszeć!), jednakże nigdy nie czytałam książek (żałuję). Mimo to, jak niemalże wszystkie dziewczynki, marzyłam o czerwonych trzewiczkach (C powiedział mi, że w powieści były srebrne, ale mu nie wierzę).
Facebook
Twitter