| Rok produkcji: | 2012 |
| Reżyser: | Ang Lee |
| Scenarzysta: | David Magee |
| Gatunek: | Dramat, Przygodowy |
| Oryginalny tytuł: | Life of Pi |

Jakiś czas temu, tuż po premierze światowej tego filmu, przeczytałam na jednym z amerykańskich blogów (już nie pamiętam, na którym dokładnie) bardzo pozytywną recenzję Życia Pi. Autorka mówiła, że to jedna z nielicznych produkcji, na którą wybrała się razem ze swoją osiemnastoletnią córką i obie wyszły zachwycone. Myślę, że ta umiejętność oddziaływania na różnych ludzi, niezależnie od ich wieku, to główna zaleta najnowszego dzieła Anga Lee.
Źródłem tej zalety jest zaś fabuła, która przejmuje, zachwyca, wzrusza, a także śmieszy. Pewnego dnia dorosłego już Piscina Molitora Patela (Irrfan Khan) odwiedza pisarz (Rafe Spall), poszukujący historii do swojej książki. Na jego prośbę, Pi opowiada o tym, jak ze względu na swoje nazwisko wymyślił sposób, by przestano się z niego śmiać, jak jego wujek uczył go pływać, dzięki czemu później przeżył; opowiada o swoim życiu w Indiach, o pracy jego ojca w zoo, o poszukiwaniu religii (co doprowadziło do tego, że później był wyznawcą aż trzech z nich naraz). Przedstawia nam także Richarda Parkera, jego późniejszego towarzysza. Docieramy do chwili, kiedy razem z rodziną opuszcza Indie, a statek, którym płyną, tonie. W tym momencie kilkunastoletni Pi zostaje sam na sam z tygrysem, orangutanem, żyrafą oraz hieną na łodzi ratunkowej. I tu zaczyna się właściwa historia.
Facebook
Twitter