Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą melodramat. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2013

Wielki Gatsby

Rok produkcji: 2013
Reżyser: Baz Luhrmann
Scenarzysta: Baz Luhrmann, Craig Pearce
Gatunek: Melodramat
Oryginalny tytuł: The Great Gatsby
Plakat filmu: Wielki Gatsby








C: Baz Luhrmann - człowiek, który postawił Ewana McGregora w najbardziej zawstydzającej roli jego życia. Twórca filmu, który wyglądał jak lukrowana, babeczka posypana źle dobranym soundtrackiem w atmosferze Batmana i Robina. Reżyser, który sprawił, że DiCaprio rozpoczął granie niesamowicie rzewnych ról. Było tego aż za dużo, żeby czuć się ostrzeżonym. Ale... byliśmy głupi i daliśmy się nabrać na trailer. W zwiastunie widać było szampańską zabawę w wielkim pałacu, nieśmiałego pisarza i wielkiego pana Gatsby'ego. Myśleliśmy, że tylko sceny imprez będą posypane kiczem i szaleństwem, żeby podkreślić, jak nieziemskie zabawy się tam odbywały. Niestety nie. Jak widać więc, nasze oczekiwania za wielkie nie były. Co gorsza, staraliśmy się ten film oglądać nie przez pryzmat powyższych, ale w oderwaniu, aby nasza jego ocena była jak najbardziej obiektywna. Nie dało się.

B: Wielki Gatsby to jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów w tym roku, zwłaszcza ze względu na grającego tam DiCapria. I o ile można było Luhrmannowi wybaczyć blichtr i atmosferę narkotykowego snu w wypadku Moulin Rouge, to jeśli chodzi o Gatsby'ego, cały pomysł wygląda nie tylko na nieprzemyślany, lecz także na coś w rodzaju potwora doktora Frankensteina, który wymknął się spod kontroli swego twórcy. Tak, dobrze myślicie. Ta recenzja będzie ogromnie subiektywna.

20 kwietnia 2013

Wiecznie żywy

Rok produkcji: 2013
Reżyser: Jonathan Levine
Scenarzysta: Jonathan Levine
Gatunek: Horror, komedia, melodramat
Oryginalny tytuł: Warm Bodies
Plakat filmu: Wiecznie żywy








C: Cudownie. Kolejny wytwór chwilowej mody. Po niesamowitym napalaniu się na wampiry, nadszedł czas na zombie. Cała popkultura będzie się teraz wokół tego kręciła. Ale trudno. Zwiódł mnie trailer i wypowiedzi innych na filmwebie, zapowiadające film lepszy. niż się wydaje. Wcale taki nie jest. 

B: I tu się z C. nie zgadzamy. Moim zdaniem Wiecznie żywy to klimatyczny, pełen cliché (naprawdę pełen), lecz mimo wszystko całkiem ciekawy film. No i ma świetny soundtrack. Nie, nie mówię, że jest dobry, ale z drugiej strony nie sądzę, żeby był aż tak zły.

Młoda Julie (Teresa Palmer) jest córką głównodowodzącego obroną cywilizowanego i zdrowego świata przed tym, w którym panuje zaraza i panoszą się zombie. Postanawia pójść w ślady ojca i też bronić kraju. Podczas patrolu zostaje porwana przez zombie, a jej towarzysze zjedzeni. Ona stanowi wyjątek, ponieważ wypatrzył ją R (Nicholas Hoult) - zombie indywidualista, który uważa, że czuje trochę więcej, niż jego martwi kumple. Porywa Julię do swojego domu, mieszczącego się w samolocie, i zamiast zjeść jej mózg, postanawia porozmawiać i pokazać, co lubi, jakiej muzyki słucha itd. Czy trzeba jeszcze wspominać, że para się w sobie zakochuje? Pozostała godzina filmu zajmuje nas tym, jak młodzi starają się przekonać ojca Julii (John Malkovich), że zombie powoli stają się coraz bardziej ludzcy (tak jak R) oraz że trzeba się z nimi zaprzyjaźnić.

2 marca 2013

Rust and Bone


Rok produkcji: 2012
Reżyser: Jacques Audiard
Scenarzysta:Jacques Audiard, Thomas Bidegain
Gatunek: Melodramat
Oryginalny tytuł: De rouille et d'os
Plakat filmu: Rust and Bone








Rust and bone ucierpiało przez natłok oscarowych filmów, które trzeba było obejrzeć i dopiero teraz znalazłam czas, by się na nie wybrać. Od wielu osób słyszałam, że jest to niezwykła, poruszająca historia, oraz że kreacja Marion Cotillard jest nadzwyczajnie prosta i przekonująca, odbrązowiona, a jednocześnie pełna uroku - to sprawiło, iż tym bardziej nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu będę mogła pójść na seans.

Fabuła "Rdzy i kości" opisuje życie Stéphanie (Marion Cotillard), treserki orek mieszkającej w Antibes, mieście położonym nad Morzem Śródziemnym w południowo-wschodniej Francji. Pewnej nocy, gdy główna bohaterka wychodzi do klubu, zostaje zaczepiona przez pijanego mężczyznę. Pomaga jej wtedy pracujący tam jako ochroniarz Alain (Matthias Schoenaerts), który od niedawna zajmuje się swoim synem, dotąd wychowującym się bez ojca. Ponieważ Alain nie ma środków na utrzymanie dziecka, wprowadza z nim się do swojej siostry (Corinne Masiero). Film podzielony jest na dwie części - pierwsza z nich skupia się na tragedii Stéphanie, która poprzez zmiażdżenie jej nóg przez orkę traci fragmenty obu kończyn od kolana w dół. Druga natomiast opowiada o problemach związanych z wychowywaniem syna i znalezieniem pracy, jakie ma Alain. W pewnym momencie losy obojga bohaterów znów się łączą, zamieniając tym samym przelotną znajomość w prawdziwą przyjaźń.

17 lutego 2013

Między słowami

Rok produkcji: 2003
Reżyser: Sofia Coppola
Scenarzysta: Sofia Coppola
Gatunek: Komedia, Melodramat
Oryginalny tytuł: Lost in Translation
Plakat filmu: Między słowami







Już od jakiegoś czasu byłam zaciekawiona tym filmem, głównie za sprawą Marii Antoniny - nowszej produkcji Sofii Coppoli, która w przeciwieństwie do Między słowami została ostro skrytykowana i nie przyjęła się wśród publiczności na festiwalu w Cannes. Nie mogę powiedzieć, że uważam opowieść o ostatniej przed Wielką Rewolucją królowej Francji za wspaniałe dzieło. Mimo to dużo elementów, które zostały w niej zawarte (przede wszystkim ścieżka dźwiękowa, estetyka filmu, długie "milczące" sceny, wrażliwość na szczegóły), sprawiło, że chciałam zapoznać z resztą twórczości tej reżyserki. I nie żałuję.

Między słowami to opowieść o dwóch pokrewnych duszach. Bob Harris (Bill Murray) jest znużonym aktorem w średnim wieku, który właśnie przechodzi kryzys, a fakt, iż zamiast grać w filmach, występuje w japońskich reklamach i reality show, sprawia, że jego nastrój pogarsza się jeszcze bardziej. W tym samym hotelu, co Bob, zatrzymała się także Charlotte (Scarlett Johansson), świeżo upieczona magister filozofii na Yale. Do Japonii przybyła wraz ze swoim mężem, fotografem, który ma tutaj kilka zleceń służbowych, dlatego też często zostawia żonę samą. Zarówno Bobowi, jak i Charlotte, doskwiera samotność. Pewnej bezsennej nocy oboje schodzą do hotelowego baru i tak się poznają. Zaczynają ze sobą rozmawiać i to właśnie podczas tego dialogu tworzy się między nimi specyficzna więź.

7 stycznia 2013

The Perks of Being a Wallflower

Rok produkcji: 2012
Reżyser: Stephen Chbosky
Scenarzysta: Stephen Chbosky
Gatunek: Melodramat
Oryginalny tytuł: The Perks of Being a Wallflower
Plakat filmu:








To jeden z tych nielicznych filmów, na które miałam ochotę pójść do kina, lecz nie poszłam. Dlaczego? Ponieważ nadal nie było jego polskiej premiery (i nie ma żadnej zapowiedzi, kiedy by miała być), choć ta światowa miała miejsce 8. września 2012 roku. Cóż, jedyne, co mi pozostało, to oglądnąć go w Internecie.

Na samym początku dodam, że nie czytałam książki, na podstawie której powstała ekranizacja (polski tytuł to Charlie), dlatego będzie to recenzja filmu jako takiego, bez porównywania go z powieścią (myślę, że macie już tego dość po ostatniej recenzji Hobbita). Co prawda, miałam zamiar przeczytać pierwowzór, ale po zapoznaniu się z recenzją Emi, stwierdziłam, że może lepiej będzie, jeśli zrobię to dopiero po seansie. 

Charlie (Logan Lerman), który jest głównym bohaterem tego filmu, to niezwykle nieśmiały i introwertyczny chłopiec, rozpoczynający właśnie liceum. Po tragicznych przeżyciach, takich jak śmierć ukochanej ciotki w dzieciństwie i niedawne samobójstwo najlepszego przyjaciela, odcina się od ludzi i zamyka we własnym świecie. Na szczęście, poznaje śliczną, pewną siebie Sam (Emma Watson) oraz jej przyrodniego brata, nieco dziwnego Patricka (Ezra Miller). Dzięki nim udaje mu się powoli wyjść z cienia, zacząć prowadzić normalne życie nastolatka, mieć pierwszą dziewczynę i chodzić na szkolne imprezy. Jednak pod warstwą uśmiechu kryje się coś, co nie pozwala mu być w pełni szczęśliwym, a z czym prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć.